Najnowsza książka Dana Brauna, autora głośnego Kodu Leonarda.
Podobnie jak w poprzedniej spotykamy naukowca z Harvardu Roberta Langdona, specjalistę od starożytnej symboliki.
Akcja dzieje się warto, bo w ciągu 12 godzin w Waszyngtonie. Profesor zostaje zaproszony przez swojego przyjaciela Petera Solomona do wygłoszenia wykładu w Kapitolu. Praca nie jest trudna, bo dotyczy ulubionego tematu Langdona .
Profesor leci prywatnym samolotem, na lotnisku odbiera go szofer, zawozi na miejsce, a tam ... okazuje się ,że żadnego wykładu nie będzie, bo nie ma do kogo mówić. Wszystko było ukartowaną grą szaleńca.
Za to na środku Kapitolu zostaje odnaleziona ... ręka z pierścieniem masońskim, należy ona, a raczej należała ( jak rozpoznaje profesor) do Petera Solomona. Ustawienie dłoni, pierścień, tatuaże wyryte na niej to przesłanie dla profesora Langdona, aby podjął grę. Dalej nie będę opisywać powieści, bo trzeba ja po prostu przeczytać.
Trochę z rezerwą podchodziłam do tej książki, bo Kod Leonarda wcale mnie tak nie pociągnął.
Zaginiony symbol rozwija się dość szybko (w końcu wszystko się rozgrywa w ciągu 12 godzin.). Swoją drogą przemieszczanie się bohaterów jest fascynujące, ale cóż szybkie samochody, helikoptery itp.
Błyskotliwość profesora, siostry Petera Solomona, mordercy i innych postaci jest wielka i byłam pod ogromnym wrażeniem czytając powieść.
Można się z książki dowiedzieć wielu ciekawych informacji o masonach, Biblii, jej symbolice.
Napisana jest wartkim językiem i w sumie po 100 stronach wciąga czytelnika.
W mojej ocenie to dobra lektura na wakacje, leżak, plażę
Dan Braun : Zaginiony symbol. Albatros/Sonia Daga, 2010 608s.
niedziela, 11 lipca 2010
piątek, 25 czerwca 2010
"Stowarzyszenie Miłośników Literatury i Placka z kartoflanych Obierek" Annie Barrows
Książka napisana przepięknym językiem. W ciepły i bardzo wzruszający sposób opisuje trudne czasy II wojny światowej na angielskiej wyspie Guernsey. Napisana w formie listów, przez co ciągle wydaje się czytelnikowi, że jest to opowieść opart na faktach, a postaci w niej występujący żyły naprawdę.
Urzekła mnie główna bohaterka tej opowieści, Elizabeth, jej bohaterstwo, hart ducha, umiejętność szukania pozytywów w nawet tak przerażającym miejscu jakim był obóz w Ravensbruk.
Kupiłam tę książkę, bo zaintrygowała mnie druga część tytułu ..."placek z kartoflanych obierek". ( przecież to nie placki ziemniaczane)
Autorka mówi w pewnym miejscu, że "to książki odnajdują nowego właściciela"
I tak jest faktycznie. Galeria postaci występujących w tej powieści jest ogromna, są tam ludzie którzy nie przeczytali ani jednej książki w życiu lub jeśli już to książki ogrodnicze, kucharskie. Okoliczności, w jakich powstaje Stowarzyszenie zmuszają ich do czytania. A tak naprawdę to członkowie tej grupy poznali po jednej książce, ale jakże trafnie dobranej do ich filozofii i postawy życiowej.I potwierdzają się słowa"to książki odnajdują nowego właściciela"
Mnie też ta książka znalazła. Polecam !!!
Etykiety:
Barrows Annie,
do poczytania,
II wojna światowa,
Shaffer Mary Ann
piątek, 11 czerwca 2010
I była miłość w getcie ( Marek Edelman)
"...pierwszą i najważniejszą rzeczą jest życie,
a dopiero potem wygoda"
„Musimy uczyć (...), że zło jest złem, że nienawiść jest złem i że miłość jest obowiązkiem”
tak mówi Marek Edelman w swojej książce - relacji.Jakże ważne to słowa i dziś.
Ta książka bardzo mną wstrząsnęła. Czytałam trochę o II wojnie światowej, wiem o Holokauście,o okrucieństwie tamtych czasów...ale opowieść Edelmana jest pozbawiona zbędnej egzaltacji, a jednak o miłości. Może nie była ona najważniejsza w getcie, ale pozwalała żyć i mieć nadzieję. To miłość właśnie wskazywała drogę jak można poświęcić się dla drugiego człowieka, jak dużo można dać drugiemu - córka idąca z matką do wagonów, aby ta nie szła sama, matka odbierająca sobie życie, aby oddać "numerek życia" swojej córce, łączniczka kochająca się na oczach wszystkich z dużo starszym od siebie Żydem, a później opiekująca się nim do końca Powstania WarszawskiegoW tej książce jest miłość i ona przewyższa okrucieństwo, beznadziejność.
Etykiety:
do poczytania,
Edelman Marek,
II wojna światowa
czwartek, 13 maja 2010
piasek i Ksenia
Jestem zauroczona piaskową opowieścią zwyciężczyni ukraińskiego "Mam talent".
Wiele osób maluje na piasku, ale Ksenia opowiada całe historie i tu upatruję jej wyższości.
Warte obejrzenia
Wiele osób maluje na piasku, ale Ksenia opowiada całe historie i tu upatruję jej wyższości.
Warte obejrzenia
Etykiety:
do obejrzenia
piątek, 30 kwietnia 2010
Czytam ... przeczytałam
"Farfocle namiętności" Marcina Szczygła

Książka dość zabawna, miejscami śmieszna. Postaci mocno przerysowane.
Akcja toczy się współcześnie, bohaterką jest dziewczyna z tzw. prowincji, która znalazła pracę " w modzie".
Ma bardzo duże mniemanie o sobie, zero dystansu do swojej osoby. Mieszka z chłopakiem, który jak się okazuje jest aktywnym uczestnikiem portalu Sympatia.pl
Znajduje tam dziewczyny, z którymi koresponduje, opowiada im o sobie. Może się nawet umawia.
Czy to już zdrada ?
Nasza bohaterka czuje się bardzo urażona, nawiązuje z nim nawet korespondencję, dowiaduje się z niej zaskakujących rzeczy o kimś, kogo uważała dotychczas za osobę, którą doskonale zna.
Pytanie samo się nasuwa. Na czym właściwie polega bycie razem ?
I sama jestem ciekawa jak się rozwiążą problemy tej, w gruncie rzeczy, pustej kobiety.
No cóż... Nastąpiło trzęsienie ziemi - Zośka, główna bohaterka, wyleciała z pracy.
Zawalił się świat, depresja, tabletki na spanie, odwiedziny u wszystko wiedzącej mamusi i ... następuje całkowita przemiana. Zośka się zmienia. Ma różne perypetie życiowe,rozstaje się z chłopakiem, nie ma pracy, zaczyna opiekować się zdziecinniałą babcią, otwiera własny interes...
Książka jest zabawna, refleksyjna i pokazuje,że potrzebne są mocne upadki, aby zajrzeć w głąb siebie, zweryfikować swoje poglądy, stosunek do innych i siebie samego.
Polecam na letni wieczór, niedzielne popołudnie :))
Książka dość zabawna, miejscami śmieszna. Postaci mocno przerysowane.
Akcja toczy się współcześnie, bohaterką jest dziewczyna z tzw. prowincji, która znalazła pracę " w modzie".
Ma bardzo duże mniemanie o sobie, zero dystansu do swojej osoby. Mieszka z chłopakiem, który jak się okazuje jest aktywnym uczestnikiem portalu Sympatia.pl
Znajduje tam dziewczyny, z którymi koresponduje, opowiada im o sobie. Może się nawet umawia.
Czy to już zdrada ?
Nasza bohaterka czuje się bardzo urażona, nawiązuje z nim nawet korespondencję, dowiaduje się z niej zaskakujących rzeczy o kimś, kogo uważała dotychczas za osobę, którą doskonale zna.
Pytanie samo się nasuwa. Na czym właściwie polega bycie razem ?
I sama jestem ciekawa jak się rozwiążą problemy tej, w gruncie rzeczy, pustej kobiety.
No cóż... Nastąpiło trzęsienie ziemi - Zośka, główna bohaterka, wyleciała z pracy.
Zawalił się świat, depresja, tabletki na spanie, odwiedziny u wszystko wiedzącej mamusi i ... następuje całkowita przemiana. Zośka się zmienia. Ma różne perypetie życiowe,rozstaje się z chłopakiem, nie ma pracy, zaczyna opiekować się zdziecinniałą babcią, otwiera własny interes...
Książka jest zabawna, refleksyjna i pokazuje,że potrzebne są mocne upadki, aby zajrzeć w głąb siebie, zweryfikować swoje poglądy, stosunek do innych i siebie samego.
Polecam na letni wieczór, niedzielne popołudnie :))
Etykiety:
do poczytania,
literatura polska,
Marcin Szczygieł
niedziela, 25 kwietnia 2010
Syndrom starczego braku skupienia
Decyduję się na podlanie ogrodu.
Kiedy rozwijam wąż do podlewania ogrodu, patrzę na mój samochód i stwierdzam, że wymaga umycia. Kiedy udaję się po kluczyki do samochodu zauważam leżącą na stole pocztę i rachunki, które wcześniej wyjąłem ze skrzynki.
Postanawiam przejrzeć pocztę przed umyciem samochodu. Kładę kluczyki na stole i wrzucam reklamy do kosza i zauważam, że jest pełny. Decyduję się odłożyć rachunki i opróżnić kosz. Wtedy przychodzi mi na myśl, że wychodząc z koszem do śmietnika będę blisko skrzynki pocztowej więc mogę najpierw wysłać rachunki płatne czekiem. Biorę do ręki leżącą na stole książeczkę czekową i stwierdzam, że został mi jeden czek. Nowa książeczka czekowa jest w biurku w gabinecie.
Wchodzę do gabinetu, a tu a na biurku stoi puszka Coca Coli, którą niedawno piłem. Stwierdzam, że Coca Cola jest ciepła i trzeba ją wstawić do lodówki. Idąc do kuchni z Coca Colą w ręku, zwracam uwagę na kwiaty na parapecie, wymagają podlania. Odstawiam Coca Colę na parapet i odkrywam leżące tam moje okulary, których szukałem od samego rana. Postanawiam , że lepiej będzie jeżeli je zaraz położę z powrotem na biurko, ale najpierw podleję kwiaty.
Odkładam okulary na parapet i idę do kuchni po wodę. Nagle zauważam pilota telewizyjnego. Ktoś zostawił go na stole kuchennym. Zdaję sobie sprawę, że wieczorem kiedy będziemy chcieli oglądać telewizję będę znowu szukał pilota i nie przypomnę, że jest na stole kuchennym. Decyduję się położyć go na miejsce przy telewizorze. Tam gdzie powinien być.
Ale najpierw podleję kwiaty. Przy nalewaniu wody do dzbanka wylewa się jej trochę na podłogę. Odkładam pilota na stół, biorę szmatę i wycieram podłogę. Wracam do pokoju i próbuję sobie przypomnieć co ja właściwie chciałem zrobić. Pod koniec dnia:
Ogród jest nie podlany. Samochód jest nie umyty. Rachunki są nie zapłacone. Puszka ciepłej Coca coli stoi na biurku. Kwiaty są suche. Jest tylko jeden czek w mojej książeczce czekowej .Nie mogę znaleźć pilota od telewizora. Nie mogę znaleźć moich okularów .I nie wiem co zrobiłem z kluczykami od samochodu.
A kiedy zastanawiam się dlaczego dzisiaj nic nie zostało zrobione, jestem naprawdę zdumiony bo wiem, że przez calutki dzień byłem bardzo zajęty i jestem rzeczywiście zmęczony. Zdaję sobie sprawę z tego, że jest to poważny problem.
Starzenie się jest nieuniknione.
Doroślenie jest opcjonalne.
Śmianie się z samego siebie jest terapeutyczne.
Życzę więc wiele uśmiechu.
Niestety zaczynam dostrzegać ten objaw u siebie, co ciekawe, im bliżej wakacji tym problem narasta, a od połowy lipca już jest ok
źródło :http://www.albumpolski.pl
Kiedy rozwijam wąż do podlewania ogrodu, patrzę na mój samochód i stwierdzam, że wymaga umycia. Kiedy udaję się po kluczyki do samochodu zauważam leżącą na stole pocztę i rachunki, które wcześniej wyjąłem ze skrzynki.
Postanawiam przejrzeć pocztę przed umyciem samochodu. Kładę kluczyki na stole i wrzucam reklamy do kosza i zauważam, że jest pełny. Decyduję się odłożyć rachunki i opróżnić kosz. Wtedy przychodzi mi na myśl, że wychodząc z koszem do śmietnika będę blisko skrzynki pocztowej więc mogę najpierw wysłać rachunki płatne czekiem. Biorę do ręki leżącą na stole książeczkę czekową i stwierdzam, że został mi jeden czek. Nowa książeczka czekowa jest w biurku w gabinecie.
Wchodzę do gabinetu, a tu a na biurku stoi puszka Coca Coli, którą niedawno piłem. Stwierdzam, że Coca Cola jest ciepła i trzeba ją wstawić do lodówki. Idąc do kuchni z Coca Colą w ręku, zwracam uwagę na kwiaty na parapecie, wymagają podlania. Odstawiam Coca Colę na parapet i odkrywam leżące tam moje okulary, których szukałem od samego rana. Postanawiam , że lepiej będzie jeżeli je zaraz położę z powrotem na biurko, ale najpierw podleję kwiaty.
Odkładam okulary na parapet i idę do kuchni po wodę. Nagle zauważam pilota telewizyjnego. Ktoś zostawił go na stole kuchennym. Zdaję sobie sprawę, że wieczorem kiedy będziemy chcieli oglądać telewizję będę znowu szukał pilota i nie przypomnę, że jest na stole kuchennym. Decyduję się położyć go na miejsce przy telewizorze. Tam gdzie powinien być.
Ale najpierw podleję kwiaty. Przy nalewaniu wody do dzbanka wylewa się jej trochę na podłogę. Odkładam pilota na stół, biorę szmatę i wycieram podłogę. Wracam do pokoju i próbuję sobie przypomnieć co ja właściwie chciałem zrobić. Pod koniec dnia:
Ogród jest nie podlany. Samochód jest nie umyty. Rachunki są nie zapłacone. Puszka ciepłej Coca coli stoi na biurku. Kwiaty są suche. Jest tylko jeden czek w mojej książeczce czekowej .Nie mogę znaleźć pilota od telewizora. Nie mogę znaleźć moich okularów .I nie wiem co zrobiłem z kluczykami od samochodu.
A kiedy zastanawiam się dlaczego dzisiaj nic nie zostało zrobione, jestem naprawdę zdumiony bo wiem, że przez calutki dzień byłem bardzo zajęty i jestem rzeczywiście zmęczony. Zdaję sobie sprawę z tego, że jest to poważny problem.
Starzenie się jest nieuniknione.
Doroślenie jest opcjonalne.
Śmianie się z samego siebie jest terapeutyczne.
Życzę więc wiele uśmiechu.
Niestety zaczynam dostrzegać ten objaw u siebie, co ciekawe, im bliżej wakacji tym problem narasta, a od połowy lipca już jest ok
źródło :http://www.albumpolski.pl
niedziela, 11 kwietnia 2010
Daj mi, Panie, poznać kres mój
I jaka jest miara dni moich,
Abym wiedział, jak jestem znikomy!
Oto na szerokość dłoni wymierzyłeś dni moje,
A okres życia mojego jest jak nic przed tobą.
Tylko jak tchnienie jest wszelki człowiek, choć pewnie stoi.
Zaprawdę, człowiek przemija jak cień,
Zaprawdę, na próżno się miota.
Gromadzi, a nie wie, kto to zabierze.
A teraz, czego mam się spodziewać, Panie?
W tobie jest nadzieja moja.
[Psalm 39:5-8]
Tragiczna w skutkach katastrofa prezydenckiego samolotu po raz kolejny przypomniała nam biblijną prawdę o kruchości życia i znikomości ludzkich działań, pragnień i planów. Wczesnym rankiem pasażerowie TU-154 wsiedli na pokład samolotu, mając wiele planów na najbliższe godziny, dni, tygodnie i lata. Kilka godzin później wszyscy mówili o ich życiu w czasie przeszłym.
Nadejdzie dzień – być może szybciej niż się tego spodziewamy – gdy także nasze plany, marzenia i działania staną się przeszłością. Liczyć się będzie tylko to, czy uwierzyliśmy Ewangelii, czy przyjęliśmy z Bożych rąk zbawienie oraz czy przeżyliśmy nasze dni jako wierni świadkowie i naśladowcy Chrystusa.
Czy świadomość kruchości życia wpływa na nasze życiowe priorytety? Czy sprawia, że koncentrujemy się na tym, co naprawdę ważne?
