Wypożyczyłam tę książkę z biblioteki, bo miała być to odmiana po Krajewskim i Pattersonie. Miało być lekko, łatwo i przyjemnie i trochę nawet bezmyślnie. Ot takie nic.
Zaczęłam czytać, atu się okazuje, że treść tej książki można zmieścić, nie na ponad 400 stronach, jak zrobiła to autorka, ale w najwyżej 30.
Bohaterka, młodziutka 17-letnia dziewczyna, która raz jest popychadłem i nieudacznikiem klasowym, raz super nowa twarzą w świecie mody, dostaje się na studia na uniwersytecie Columbia ( w końcu nie byle jaka uczelnia, tylko renomowana), usiłuje z dobrym skutkiem pogodzić trudne studia z byciem modelką.
Chociaż czasy, gdy marzyłam o karierze tancerki, modelki, gwiazdy filmowej i Bóg wie czego jeszcze, mam za sobą dość dawno, to książka ta skutecznie zniechęca do pójścia tą drogą.
Najgorsze dla mnie były opisy tzw. rozmów z przyszłymi agentami mody. Toż to prawdziwy targ niewolników, żeby nie powiedzieć zwierząt. Rozmowy o młodej osobie przy niej jakby jej nie było, taksowanie, ocenianie poszczególnych części ciała. FE !
Atmosfera podejrzliwości, nienawiści, zazdrości i wszystkich złych cech człowieka wśród modele, modeli, agentów. Autorce chodziło o to, aby pokazać ten światek i ciężką pracę modelki.
Książka jest w pewnym stopniu autobiograficzna, ale styl w jakim jest napisana mocno odbiega od fachowego pisarstwa. Czytając miałam ciągle nieodparte wrażenie, że autorce chodziło przede wszystkim o to, aby wprowadzić jak najwięcej postaci, wątków, których nota bene nie kończy.
Przykro mi to stwierdzić, ale czytanie tej książki to strata czasu, chyba, że ktoś lubi ten światek i ploteczki o nim.
Prawdę mówiąc, to przerwałam czytanie tej książki, aby przeczytać "Odmianę przez przypadki", i dopiero później ją dokończyłam, a to mi się rzadko zdarza. Jestem z tych czytelników co to czytają na raz jedna książkę.
Hazelwood Robin : Studentka na wybiegu. Warszawa : Albatros, 2008 448s.